Wargaming Zone     

Wojskowość irlandzka w średniowieczu
Data: Pi± 17 Mar, 2006
Autor: Michał Chlipała
Artykuł charakteryzuje wojskowość irlandzką w średniowieczu

Artykuł

Bibliografia

Ilustracje



Artykuł

Wielkie przemiany jakie dotknęły kontynent europejski po upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego nie miały prawie żadnego wpływu na Irlandię. Wyspa nigdy nie została podbita przez Rzymian (mimo pewnych propozycji ze strony Gnejusza Juliusza Agrykoli) nie dotarła tam nigdy rzymska sztuka wojenna, ani w swej formie klasycznej, ani późnej. Irlandczycy, którzy przejęli wiele zdobyczy kulturalnych poprzez znajdujące się na wschodnich wybrzeżach wyspy rzymskie faktorie handlowe, nie mogąc się zapoznać z taktyką walki legionów w sposób bezpośredni, toczyli dalej swoje wojny, jakby nic w międzyczasie się w Europie nie działo.

Jedyną możliwością spotkania się w boju Irlandczyków i Rzymian (zaś po upadku Cesarstwa ich rzymsko- celtyckich potomków) były rajdy irlandzkich piratów, tzw.: Scotti (słowo pochodzi przypuszczalnie od gaelickiego słowa oznaczającego rabusia, względnie rabunek). Musieli oni być śmiałymi żeglarzami i dość zaciekłymi w boju przeciwnikami, dawali bowiem się we znaki wszystkim ludom zamieszkującym wyspy brytyjskie, stopniowo podbijając północne wybrzeża Brytanii, by w końcu w połowie IX wieku utworzyć tam własne królestwo (po uprzednim wybiciu zamieszkujących te ziemie Piktów). Jednak o ich sztuce wojennej wiemy mało (pod warunkiem, że takowa istniała). Staroiryjskie eposy, takie jak “Tain Bo Cuailgne” zbytnio koloryzują swoją opowieść, by można było na ich podstawie dojść do jakiś bardziej precyzyjnych wniosków, wydaje się jednak, że podstawowym orężem wojownika okresu Mrocznych Wieków była włócznia, ponadto miecz (raczej o krótkim ostrzu, legendy mówią też o herosach walczących dwoma takimi brońmi), kilka lekkich oszczepów i okrągła tarcza. Za całą zbroję miał starczyć kaftan z utwardzonej skóry. Tak przynajmniej mógł wyglądać ogół wojowników. Celtowie, jako znakomici kowale nosili też kolczugi, jednak ze względu na koszt wytworzenia takiej zbroi (względnie zaimportowania jej) używać jej musiała tylko arystokracja, dlatego też rzadko można ją spotkać w zabytkach archeologicznych z tego okresu. Nie podejmuje się natomiast potwierdzić występowania na Wyspie rydwanów (które wydają się pewną przesadą, kawaleria Goidelów siedziała raczej na lokalnych, drobnych koniach), ani zorganizowanej siły zbrojnej. Owszem istniały drużyny poszczególnych władców, ale w żaden sposób nie można nazwać tego armią. Pierwszą stałą formacją w Irlandii (z resztą efemeryczną) mieli być sławni fianna, ponoć wzorowani na rzymskich legionach. Jednak współcześni irlandzcy historycy raczej wykluczają możliwość rzeczywistego istnienia stałej i zorganizowanej siły zbrojnej w tym okresie.

Bitwy tego czasu, to przypuszczalnie wzajemne zajazdy, mające na celu zdobycie bogatych łupów (głównie bydła) i rozstrzygające się w serii indywidualnych, widowiskowych pojedynków, mających dać walczącym stronom okazję do popisania się męstwem i kunsztem w walce. Ten model walki, wśród Irów i Szkotów przetrwał aż po czasy nowożytne.

Na wojskowość Irlandii znaczący wpływ miały rozpoczynające się pod koniec wieku VIII najazdy wikingów (początkowo norweskie, potem także duńskie). Wikingowie (irl. ghaill, dosł. cudzoziemcy) będąc na niższym poziomie cywilizacyjnym, przeważali nad Irlandczykami zarówno dzikością i okrucieństwem w walce, jak i posiadanym przez siebie rynsztunkiem. Jak pisze autor “Wojny Goidelów z cudzoziemcami” swoją przewagę wikingowie zawdzięczali: długim, ciężkim kolczugom, mocnym mieczom, dobrym włóczniom, ciężkim toporom bojowym i dzielności oraz zaciekłości. Myślę jednak, że największą w tym wagę miało „zgranie” bojowe drużyn wikińskich jarlów i konungów, oraz ewidentna dzikość ludzi Północy. Wikińskie okręty były większe i mocniejsze (a co za ty idzie zabierały więcej ludzi) niż irlandzkie curragh, które do tej pory grasowały bezpiecznie, aż po wybrzeża Francji.

Zmieniał się więc rynsztunek wojowników. Miecze wikińskie były reprodukowane, kupowane, zdobywane w boju i kradzione jak tylko się dało. Wraz z najazdami, podstawową bronią Irlandczyków miał się jednak stać wzorowany na wikińskim topór (którego toporzysko z czasem miało osiągnąć znaczne rozmiary). W 849 r. na Wyspie pojawili się Dubh- ghaill, tzw. czarni cudzoziemcy, identyfikowani z Duńczykami, którzy współpracując z plemionami iryjskimi pokonali Norwegów. Z tego sojuszu miała się wyłonić nowa, stała, zaciężna formacja tzw. ghaill-ghaedhill, dosłownie cudzoziemcy-Irowie. Byli to najemnicy rekrutujący się z obydwu nacji, którzy byli protoplastami późniejszych galloglassów. Zaczęły więc pojawiać się pierwsze stałe armie, z ciężkozbrojną piechotą i konnicą.

Władcy irlandzcy rozbudowywali też floty wojenne, wzorując się na swoich przeciwnikach. Według S. Grzybowskiego całe nieomal słownictwo okrętowe w języku irlandzkim zostało zaczerpnięte z języków skandynawskich.

Rozwój skandynawskiego panowania w Irlandii, wraz z stworzeniem stolicy wikińskiej w Dublinie w 852 r. (nowy najazd Norwegów), zmienił też oblicze samej wojny. Zamiast indywidualnych pojedynków, bitwy zaczęły przybierać charakter starć grupowych, w których pojawiały się poszczególne rodzaje broni, zaś o wyniku decydowała postawa całej armii, która podkreślmy to raz jeszcze, składała się coraz częściej z zawodowych, najemnych wojowników.

Armie, które spotkały się w Wielki Piątek, 23 kwietnia 1014 roku, w zatoce Clontarf, podczas największej iryjsko- wikińskiej bitwy musiały zatem wyglądać dość podobnie. Opisy, które podaje autor „Wojny Goidelów z cudzoziemcami”, która sławiła czyny irlandzkiego monarchy Brana Boru, a wedle których Irlandczycy mieli nie nosić zbroi, a jedynie wielobarwne tuniki, wydają się raczej stylizacją na stare eposy, niż potwierdzonym historycznie faktem. Obie armie walczyły przypuszczalnie w typowym dla tego okresu szyku, starając się stworzyć ze swoich tarcz w miarę jednolitą „ścianę”, gdzie każdy wojownik osłaniał lewy bok swego sąsiada, walcząc najpierw włóczniami, a potem przechodząc do broni bardziej kontaktowej. Tak też opisują bitwę “Roczniki Czterech Mistrzów”, późna bo pisana na pocz. XVII w. kompilacja wówczas istniejących źródeł średniowiecznych. Według nich wikingowie prowadzili dziesięć setek ludzi mających kolczugi, podobnie miała wyglądać armia irlandzka. Szykiem była więc, charakterystyczna dla okresu prymitywna falanga, rozpowszechniona wówczas w całej Europie. Ciężkozbrojni (w kolczugi, miecze, włócznie, topory i tarcze) wojownicy tworzący falangę, byli wspierani przez kawalerię i lekkozbrojnych łuczników, oszczepników i procarzy, którzy walcząc w szyku rozproszonym rozpoczynali swym ostrzałem bitwę. Warto wspomnieć, że wedle autora „Wojny...” syn króla Brana, Murchad miał walczyć dwoma mieczami, niczym dawni bohaterowie (co również trąci stylizacją).

Kolejnym faktem, który niewątpliwe wpłynął na wojny toczone w Irlandii był podbój normański. Najazdy z lat 1169- 1171 rozciągnęły panowanie angielskich Normanów na znaczne terytorium Wyspy. Wraz z nimi przybyły formacje, których mieszkańcy Irlandii do tej pory nie mieli okazji spotkać w boju: ciężka jazda rycerska czy walijscy łucznicy, którzy pojawili się tam podczas pierwszej fali anglonormańskich najazdów, na czele której stali normańscy baronowie z Walii. Pomijając wszystkie inne dziedziny życia, które zostały poddane gwałtownym przemianom, warto zauważyć w jaki sposób wpłynęło to na strukturę społeczną Irlandii, ma to bowiem niebagatelne znaczenie przy ocenianiu dość specyficznej wojskowości irlandzkiej owych czasów. Jeden z uczestników tych wypraw, rycerz Gerald de Berry (znany pod łacińskim cognomenem Giraldus Cambrensis) pisze w swoim dziele „O podboju Irlandii”, że Haskulf, wikiński władca Dublina i lennik irlandzkiego arcykróla Rory’ego O’Connora, zmuszony przez Normanów do wycofania się z miasta, próbował je odbić, przybywając z 60 statkami wypełnionymi wojownikami. Byli to zarówno jego ludzie, jak i ich pobratymcy z Norwegii i „z wysp”(Hebrydów). Według Geralda mieli być uzbrojeni “na duńską modłę, w długie kolczugi”. W innym miejscu pisze, że Irlandzcy piechurzy mieli w czasie podboju Ossory używać „szerokich toporów”. Widać więc, że zapoczątkowany przez wikińskie podboje standard uzbrojenia był cały czas żywy. Gerald opisał też swoje przemyślenia na temat mieszkańców Irlandii i możliwych sposobów ich pokonania. Irlandczycy walczą, jak twierdzi, “nago” (czyli bez zbroi), zaś cała ich nadzieja leży w zaskoczeniu i impecie takiego niespodziewanego, pierwszego ataku. Normanowie, którzy walczą w Irlandii powinni, według kronikarza, pamiętać, że tutaj wojuje się inaczej niż we Francji. Tutaj kraj porastają gęste lasy, mało jest otwartych przestrzeni, lokalni mieszkańcy nie biorą zaś jeńców, by później żądać za nich okupu, lecz ścinają im głowy, które potem noszą jako trofea (notabene: to ciekawy, przedchrześcijański celtycki zwyczaj, który jak widać wykazał długą żywotność). Z tego powodu lepsi do walki tutaj są lekkozbrojni piechurzy, niż rycerze i pocztowi (men-at-arms). Rycerze w pełnych kolczych zbrojach, mający “głębokie” siodła, uznają za zbyt trudne, według Geralda, ciągłe wsiadanie i zsiadanie z koni, a także długie piesze marsze wąskimi leśnymi ścieżkami. Kronikarz radzi, by na wyprawy do Irlandii werbować Walijczyków, jako ludzi obeznanych z trudnym terenem, dzielnych i lekko zbrojnych (nie bez znaczenia były tu pewnie pobudki natury ekonomicznej, Walijczyków werbowano taniej niż mieszkańców Anglii, zaś z ich stratami łatwiej się było pogodzić. Ponadto mogło to służyć pacyfikacji niebezpiecznych elementów walijskiego pogranicza).

Już w kilkadziesiąt lat po najeździe cała szlachetnie urodzona ludność wyspy (a więc taka, która mogła organizować armie i stanowić ich trzon) mogła być podzielona na trzy grupy:

- celtyckich władców klanowych, rządzących swoimi „królestwami”, nominalnie i formalnie podległych anglonormańskim baronom, w praktyce wszystko zaś zależało od sił zbrojnych i talentów dyplomatycznych obu stron;

- potomków angielskich zdobywców z pierwszej fali kolonizacyjnej (tzw. „naród pośredni”), którzy w znacznym stopniu zasymilowali się z autochtonami, przyswajali sobie miejscowe prawa i obyczaje, wżeniali się w celtyckie wielkie rody, przybierali nawet irlandzkie nazwiska ogólnie starając się łączyć cechy obydwu kultur;

- świeżo przybyłych na Wyspę angielskich kolonizatorów, zachowujących wrogą podejrzliwość wobec obu ww. grup, z zachowania przypominających późniejszych konkwistadorów;

Trzecia z tych grup, jako podstawę swych sił zbrojnych używała przywiezionych na Wyspę sił angielskich, bądź najemnych żołnierzy z kontynentu (np. 1000 genueńskich kuszników, zaciągniętych w 1317 r., czy 800 zbrojnych głównie walijskich łuczników oraz angielskich rycerzy i pocztowych (men-at-arms), przywiezionych na wyspę przez Lionela hr. Clarence w 1361 r.). Nie było to zatem różnic w stosunku do standardowego rycerstwa angielskiego owej doby.

Pozostałe dwie grupy, jako stale zamieszkujące na Wyspie, musiały stworzyć siłę zbrojną uwzględniającą lokalną specyfikę. W Irlandii wobec ciągłych wojen między trzema ww. grupami społecznymi koniecznością stało się utrzymywanie stałych armii. Pospolite ruszenie rycerskie jednak zbierało się zbyt wolno, zaś wyniszczone wojnami ziemie nie mogły utrzymać rycerzy. Dlatego też zarówno celtyccy wodzowie (którzy rycerzy mieć nie mogli), jak i angloiryjscy baronowie musieli zmienić zarówno system werbunku, jak i kształt tych armii.

Pozwoliło na to sięgnięcie do starego, celtyckiego systemu buannacht (bonnacht). Można określić jako stacje, polegające na tym, że lord osadzał żołnierzy w swoich dobrach, ale za ich aprowizację odpowiedzialny był sam. Czasami obowiązek ten zamieniano na opodatkowanie mieszkańców dóbr lorda, przeznaczone na wynagrodzenie dla najemników. By uprościć system zaopatrzenia oddziałów sięgnięto po inny system, określany jako coyne and livery, który polegał na osadzaniu rodu najemników w jakiejś części dziedziny lorda, której mieszkańcy mieli obowiązek zapewnić najemnikom kwatery, prowiant, paszę dla koni. Nie rzadko zyski z owej ziemi szły na wynagrodzenie dla wojowników (zdarzało się, że wojownicze klany najemników przybywały z własnymi poddanymi, którzy zagospodarowywali przekazane przez lorda grunty). Przywódca klanu najemników w zamian zaś był zobowiązany do wystawienia odpowiedniej liczby żołnierzy. Ergo: przywódcy takiego najemniczego rodu stawali się faktycznymi lennikami takiego lorda, władającymi częścią jego domeny.

Podstawowym typem wojowników, którzy korzystali z tych systemów byli galloglassi (gallowglassi). Termin ten, oznaczający młodego wojownika-cudzoziemca, zostaje po raz pierwszy użyty przez “Roczniki Connachtu” pod rokiem 1290, gdzie kronikarz podaje, że : “Aed O Domnaill został usunięty z tronu przez swego brata Toirredelbacha, który przejął władzę królewską, dzięki potędze krewnych swej matki, Klanu Domnaill i innych galloglassów”. Brak jakichkolwiek wytłumaczeń czy zdziwienia dziejopisa tym terminem, pozwala nam się domyślić, że galloglassi nie byli nowym zjawiskiem na wyspie. Przypuszczalnie pierwszą wzmiankę na ich temat spotykamy już w “Rocznikach z Loch Ce”, gdzie pod rokiem 1259 czytamy, że Aed O’Connor z Connacht wraz z ręką Ailin Mac Somhairle dostał od jej ojca Dubhgalla 160 “młodych wojowników” (oglaoch). Protoplastami galloglassów byli przypuszczalnie wikińsko-iryjscy najemnicy, z czasów najazdów norweskich i duńskich. Sami galloglassi rekrutowali się spośród potomków wikingów i Szkotów, zamieszkujących pn.- zach. Szkocję i okoliczne wyspy (gł. Hebrydy). Dlatego wystąpili po obu stronach w czasie szkockiego najazdu na Irlandię w latach 1315-1318, zakończonym klęską Szkotów i śmiercią dowodzącego wyprawą Edwarda de Bruce (brata króla Szkocji) w bitwie pod Faughart. Przybywali do Irlandii całymi klanami, najwcześniej: Mac Donald i Mac Sweeney (XIII w.), później kolejne: Mac Dowell, Mac Cabe etc. W nadanych im dobrach tworzyli z czasem własne, najemnicze dynastie, z dziedzicznym najczęściej w rodzie tytułem Kapitana Galloglassów (“Roczniki Connaghtu” notują taki tytuł już w 1305 r.) w służbie danego władcy. Niestety najbardziej wiarygodne opisy ich rynsztunku, czy organizacji bojowej pochodzą z XVI wieku, a więc z końca ich epoki, ale sądzić należy, że przetrwali oni te stulecia w stanie niezmienionym (o czym nieco dalej).

Wiadomo, że na pogrzebie pół-króla Connaghtu, Tadc O’Conchobaira w 1464 r. wystąpili galloglassi w zbrojach. Annalista “Roczników Connaghtu” nie precyzuje natomiast jakich. Raport sir Anthony’ego St. Legere’a do króla Henryka VIII, z 1543 roku mówi, że noszą oni długie kolczugi (mayle), łebki (bassenettes), zaś wyposażeni są w długie topory (sparre, słowo skandynawskie), które autorowi relacji przypominają te z Tower (zapewne halabardy tamtejszej straży). St. Leger pisze też, że ci ludzie nie opuszczą pola w boju, lecz będą raczej szukać ucieczki w śmierci. Podobnie jest w relacji Johna Dymmoka (nieco późniejsza). Dodaje on do ich wyposażenia jeszcze długi nóż, zaś o ich podstawowej broni pisze, że jest to topór bojowy, bądź halabarda, z toporzyskiem długim na ok. sześć stóp, o żeleźcu, które przypomina nóż szewski, ale szerszym i dłuższym, pozbawiona typowego dla halabard kolca. Musiało być to zatem coś na kształt szkockiej locharber axe, pozbawionej charakterystycznego dla niej haka.

Zaciąg do galloglassów można określić jako typowo towarzyski. Szlachcic, którym zawsze był galloglass zaciągał się razem ze swoim pocztem (czasami zwanym sparre od topora bojowego), który składał się (zależności od źródła) z jednego-dwóch ludzi, z których jeden w czasie marszu miał nieść jego zbroję, drugi zaś miał nosić zapasy. Dlatego źródła piszą np. o „szlachetnych galloglassach”, którzy polegli w bitwie na grobli Moin-Coimedha w 1313 roku. 60- 80 takich sparres miało tworzyć „batalię” (kompanię) galloglassów, która była najbardziej typową jednostką taktyczną.

Tych dwóch ludzi wchodzących w skład pocztu galloglassa to kernowie, narodowa, irlandzka lekka piechota. Zaczyna się o nich wspominać w źródłach mniej więcej równolegle z galloglassami, w 1297 powstaje umowa między kilkoma irlandzkimi wodzami, a arcybiskupem Armagh, w której wspomniani są „our Scotts and sattelites”, czyli jak powszechnie się mniema galloglassi i kernowie. W niej pojawiają się skargi na ich dzikość i okrucieństwo, które z czasem stało się wręcz przysłowiowe. Jeszcze w 1535 roku “Roczniki Connaghtu” nazywają buntujących się przeciw władzy angielskiej “fałszywą bandą kernów”. O ich organizacji, czy uzbrojeniu wiadomo niewiele. „Roczniki Ulsteru” wspominają, że w wojnie między królem Fir Marach, a Lochlannem Ua Ruairc wzięła udział „batalia kernów” (oprócz równolegle wspominanej batalii galloglassów). Wiemy też, że istniała godność Kapitana Kernów, którym był np. zmarły w 1352 r. Dabacc Dilmain, będący Kapitanem Kernów Królestwa Connaghtu. Kernowie rekrutowali się tylko spośród rdzennej ludności irlandzkiej, na dodatek nie pochodzącej ze szlachty klanowej. Nie nosili zbroi, za całe uzbrojeni starczała im okrągła drewniana tarcza, kilka oszczepów lub włócznia lub łuk, a do tego krótki miecz, o charakterystycznym dla Irlandii kształcie rękojeści. Ci, którzy walczyli przy galloglassach mogli też mieć na swym uzbrojeniu długie topory bojowe. St. Legere pisze o nich, że nie zna ludzi, którzy byliby tak wytrzymali. Nadawali się idealnie do ulubionej przez Irlandczyków wojny partyzanckiej i podjazdowej.

Podobnie nadawał się trzeci typowy dla Wyspy rodzaj broni, mianowicie tzw. hobilars/hobelars. Był to rodzaj lekkiej kawalerii, rekrutowanej tylko spośród celtyckiej arystokracji. Zbrojni w kolczugi, otwarte hełmy, lekkie włócznie (ew. oszczepy) i miecze, dosiadali irlandzkich koni (hoby), które już wtedy słynęły ze swej rączości i wytrzymałości. Źródła angielskie i francuskie donoszą (i pokazują), że jeździli boso, bez strzemion i bez siodeł. Poświadczałyby to na przykład uchwalone przez irlandzki parlament w 1366 roku „Statuty z Kilkenny”, które zakazują jazdy „na modłe irlandzką” grożąc grzywnami, konfiskatami koni itd. Przepisy nakazują, by uniknąć takich “gorszących” wypadków, poprzez zaopatrzenie się w siodła na wzór angielski. Pomimo tego Anglicy rozpisywali się szeroko o doskonałych walorach bojowych, wysokim morale i umiejętnościach w walce hobelarów. Zaangażowani w walki w Szkocji i we Francji szybko rozpoczęli rekrutację tej jazdy do własnych armii. W 1296 i 1297 roku walczyli oni w Szkocji. W początkowej fazie Wojny Stuletniej hobelarzy stanowili podstawę angielskiej lekkiej jazdy. Często i nie do końca słusznie angielscy historycy określają hobelarów jako konną piechotę, która przemieszcza się na pole walki na koniach, by do boju stanąć pieszo. Według mnie ta opinia jest pozbawiona sensu. Jakkolwiek zdarzało się hobelarom walczyć na piechotę, jak chociażby w 1522 roku pod Knockavoe, to jednak ich podstawową funkcją była walka w ramach prowadzonej ciągle w Irlandii wojny podjazdowej, rozpoznanie, pościgi, partyzanckie ataki czy wyprawy po bydło, przypominające jako żywo polskie zajazdy. Doskonaleniu umiejętności jeździeckich służyły organizowane przez wodzów klanowych zawody jeździeckie, przypominające starożytne hippica gymnasia, polegające na pozorowanych (lub nie) walkach między grupami jeźdźców lub indywidualnych popisach zręczności i władania bronią.

Sami mieszkający w Irlandii za tzw. Palisadą Anglicy, wobec ciągle niewystarczającej ilości własnych jednostek rozpoczęli rekrutację wszystkich ww. rodzajów broni (galloglassów, kernów, hobelarów). Tak czynił w 1494 roku słynny Edward Poynings. W 1515 roku wszystkie te formacje weszły w skład gwardii Lorda Przedstawiciela.

Wydaje się, że wszystkie te formacje stanowiły jedną, w miarę zwartą komplementarną całość. Jeśli chodzi o walki między celtyckimi rodami na pewno wystarczały, tym bardziej, że takie ograniczały się głównie do łupieżczych wypadów po bydło. W starciach zaś z Anglikami, te rodzaje broni wydawały się również odpowiednie, hobelarzy nadawali się idealnie do rozpoznania i pościgu, a wespół z kernami do zasadzek w trudnym lesistym i pagórkowatym terenie, nie mogli dotrzymać pola rycerzom i pocztowym (men- at- arms) czy ciężkiej piechocie, ale tą lukę wypełniali galloglassi (a przynajmniej się starali). Ci ostatni byli również niezastąpieni przy oblężeniach, w służbie garnizonowej, bądź policyjnej. Wszystkie te formacje były równie chętnie rekrutowane przez dwie pierwsze z wspomnianych przeze mnie grup społeczeństwa irlandzkiego, by z czasem przejść także na służbę angielską.

Kres ich istnieniu przyniósł wiek XVI, w którym byli już wyraźnym anachronizmem. Jednak używano ich aż po kres panowania Elżbiety I, która z resztą wydała liczne edykty zabraniające zaciągania się do tych formacji, bądź ich rekrutowania. Podobnie czynili jej przodkowie z dynastii Tudorów, zakazując nawet ubierania się w tradycyjny irlandzki sposób. Tak wielką popularność tych formacji, nawet w czasach zdecydowanie wymagających zmian, można wytłumaczyć po części konserwatyzmem tamtejszego społeczeństwa, które w swych obyczajach, czy strojach sięgało okresu przedrzymskiego; po części biedotą tamtejszych mieszkańców, których nie stać było np. na kosztowną broń palną, (co jednak nie jest do końca uzasadnione, wiadomo bowiem, że wodzowie klanowi posiadali olbrzymie fortuny); po części specyfiką wojen lokalnych; a po części wreszcie pewnym rodzajem patriotyzmu, który nakazywał bronić przestarzałych metod wojowania jako jednej z niewielu ostoi własnej tożsamości narodowej.

Od panowania Tudorów datuje się powolny zmierzch kultury irlandzkiej, związany z coraz brutalniejszą kolonizacją angielską, która niszczyła nie tylko rdzenną ludność, lecz także zasymilowanych już angielskich lordów (w 1515 roku na 60 batalii galloglassów, aż 30 kapitanów miało być angielską szlachtą). Galloglassów zastąpić mieli tzw. redshanks (czerwone łydki), rekrutujący się zarówno ze Szkocji, Wysp, jak i Irlandii żołnierze zaciężni podróżujący całymi kompaniami, którzy jednak najwięcej sławy zyskali walcząc w armiach Wojny Trzydziestoletniej. Ostatnie zapisy dotyczące galloglassów pojawiają się w „Rocznikach Connaghtu” pod 1544, a w „Rocznikach Ulsteru” pod 1539 rokiem. Podobnie jest w przypadku kernów. Wiemy, jednak z angielskich opisów, że ci wojownicy wchodzili w skład przybocznej gwardii Shane’a O’Neill, zwanego Dumnym, w czasie jego wizyty u Elżbiety I, w Londynie w 1562 roku, zaś ich resztki walczyły ponoć w powstaniu hrabiego Tyrone zakończonym w 1603 roku.

W przykładowej bitwie między irlandzkimi władcami nie brało udział więcej niż kilka setek wojowników na stronę. Oczywiście zdarzały się i wielkie, liczące kilkanaście tysięcy ludzi armie, ale te wystawiali Irlandczycy jedynie podczas wielkich narodowych zrywów (których w okresie średniowiecza też nie brakło). W większości wypadków siły adwersarzy wyglądały jak w 1419 roku, gdzie według „Roczników Connaghtu” w wojnie między skonfederowanymi wodzami, a hrabią Clanricarde, wodzowie dysponowali dwiema, a hrabia trzema bataliami galloglassów, do tego oczywiście stosowną kawalerią i lekkozbrojnymi. A trzeba zauważyć, że MacWilliamowie z Clanricarde byli jednym z potężniejszych rodów Irlandii. Podobnie w 1468 r. Edmund MacWilliam w bitwie pod Imair Uarin dysponował 60 galloglassami, 60 “najemnikami” (niestety nie wiemy jakimi) i kawalerią ze swych dóbr. Wyjątkowo zdarzały się bitwy jak ta pod Howbait w 1504 roku, gdzie Gerald Wielki hrabia Kildare, rządzący praktycznie całą Irlandią na przełomie XV i XVI wieku, pokonał siły opozycjonistów, sprzeciwiających się jego władzy, które składały się z dziewięciu batalii galloglassów.

Warto też wspomnieć na koniec, że w 1534 roku, siłę militarną Irlandii oceniano na: 41 batalii galloglassów, 3345 konnych, 15 704 kernów.

Sto lat później nie było po niej śladu.



Bibliografia

Ten artykuł był pisany pierwotnie jako prelekcja na uroczystości Dnia Św. Patryka, zorganizowane przez Bractwo Orlich Gniazd w Krakowie, dlatego też darowałem sobie zamieszczanie w nim wszelkich przypisów. Osoby zainteresowane informuję, że korzystałem z następujących źródeł i opracowań:

„A Statute enacted in Kilkenny”, compiled by Karen O'Brien, Corpus of Electronic Texts (CELT), University College, Cork, Ireland

“Annala Connaght”, compiled by Padraig Bambury, j. w.

“Annals of the Four Masters” compiled by Emma Ryan, j. w.

“The Annals of Ulster” compiled by Padraig Bambury, Stephen Beechinor, j. w.

Connolly S.J., “The Oxford companion to Irish history”, Oxford 1998

Duffy S. (red.), “Robert the Bruce's Irish Wars. The invasions of Ireland 1306-1329”, Stoud-Charleston 2002.

Giraldus Cambrensis, “The Conquest of Ireland”, trans. Thomas Forester, Thomas Wright, Cambridge Ontario 2001.

Grzybowski S., “Historia Irlandii”,wyd II, Wrocław 1998

Newark T., “Celtic Warriors", Blandford Press 1988

Otway-Ruthven A.J., “A history of Medieval Ireland”, New York 1980



Ilustracje

hobelar, angielska rycina


Irlandzcy wojownicy, rys. Albrecht Durer


Kernowie


Art Mac Murrough jedzie na spotkanie z hr. Gloucester

Komentarze

Wt 13 Cze, 2006 Gość napisał:
ciekawy artykul Katherine Simms o irlandzkiej malej wojence w sredniowieczu (artykul z 1975 roku w pdf) http://www.deremilitari.org/resources/pdfs/simms.pdf
ciao
Darajavausz

Nd 26 Mar, 2006 elear napisał:
Bardzo dziękuję za udział w dyskusji i za ciekawe linki. Całkowicie się z Panem zgadzam, że miecze były jak najbardziej używane przez galloglassów. Moim zdaniem pełniły rolę broni bocznej, do której sięgano, gdy nie można było wykorzystać halabardy/topora. Nie twierdzę też, że wogóle nie korzystali z dwuręcznych mieczy. Tak jak pisałem uważam, że wyewoluowały one z broni o typowym dla rejonu kształcie rękojeści, która została przedstawiona na linkach, które Pan podesłał. Piękny wizerunek galloglassów w kolczugach z mieczami widać na grobowcu O'Conora w dominikańskim opactwie w Roscommon. Natomiast uważam, że miecze dwuręczne weszły do ich arsenału stosunkowo późno (w samej Europie wielkie miecze pojawiają się późno, a dołóżmy odległość i pewien kulturowy konserwatyzm). Pojawia się też pytanie, z resztą identyczne jak przy landsknechtach, jak taki wojak mógł walczyć tym mieczem? W szyku zwartym może to być pewien problem. Być może wśród galloglassów istnieli elitarni żołnierze wzorowani na niemieckich doppelsoldner, którzy mieli np. pilnować dowódcy etc.? Tutaj niestety nie trafiłem na żadne ślady. Ale jak już mówiłem, zgadzam się z Panem, że galloglassi mieczy używali, dwuręcznych także (choć tych ostatnich nie tak często). Natomiast w pewnym okresie rysowników zachodnich (zwłaszcza amerykańskich) czasopism i książek o tematyce wojskowej, opanowała istna mania rysowania wszystkich Szkotów z wielkimi mieczami bez względu na okres. Tym bardziej dziękuję odpowiedź i linki, które znajdują pokrycie w źródłach z epoki;). Proponuję teraz zastanowić się nad problemem ew. użycia dwuręcznych mieczy nie tylko przez galloglassów, ale np. przez Szwajcarów czy landsknechtów. Pozdrawiam. Michał

Sob 25 Mar, 2006 HOSPITALER napisał:
witam i przepraszam za tak późną odpowiedź.
Co do halabard, nie będę się wykłócał bo z tego co widać ma Pan rację.
Jednak co do mieczy dwuręcznych:
Zaraz po napisaniu poprzedniego posta szperalem po necie i natrafiłem na bardzo ciekwego linka poświęconego galloglassom i ich historii, ekwipunkowi...
http://www.geocities.com/na_degadmedieval_ireland/Galloglaich-History-and-Equipment
na stronce znajduje się pare ciekawych rysunków, nie licząc tekstom... Autor tekstu wspomina ze miecze były w użyciu G. a miecze dwuręczne zapewne także ale w późniejszym okresie. Odsyłam do tekstu.
Tezy te potwierdzają niektóre wizerunki Galloglassów -
http://www.irishgenealogy.com.ar/Images7/genealogia2_Soldier.gif
http://www.bbc.co.uk/history/war/plantation/images/ib/ib01_t02.jpg
szczególnie ciekawe wydają mi sie te płaskorzeźby z grobowca; kiedyś czytałem o jakichś wizerunkach galloglassów z grobowca irlandzkiego, i jak się domyślam chodziło własnie o te.
Nie mam literatury ani zadnych zrodel dotyczących tematu, ale korzystajac z tych stron i patrząc na ikonografie mozna chyba powiedziec ze miecze dwuręczne lub ogólnie, miecze choc napewno nie tak popularne jak halabardy, były uzywane przez Galloglassów
pozdrawiam

Wt 21 Mar, 2006 elear napisał:
Cóż to pobłażliwe podejście to krytyka źródła historycznego, raczej nie możemy bezkrytycznie przyjmować wszystkiego co przekazują nam dawni autorzy, choćby z tego względu, że w dziejopisarstwie (a także rzeźbie, muzyce, malarstwie) minionych okresów istniało coś takiego jak konwencja, gotowy szablon, którego używano spisując jakąś historię. Ergo, kiedy spisywano "Uprowadzenie stad z Cooley" posłużono się kulturowym wzorcem sprzed stuleci, sięgającym jeszcze początków Ery Żelaza. Autor wspomnianego artykułu, mimo że argumentuje ciekawie, nie podaje jak wspomniane rydwany miałyby zostać wykorzystane w bitwie. Bo tylko podjechać do niej można na każdego typu wózku, niekoniecznie nazywając to rydwanem, a dwukołowa konstrukcja myślę, że będzie przydatna w kraju bez dróg bitych z dużą ilością podmokłych torfowisk, jako lżejsza od innych. Problem jest tylko taki, że do lasu się z nią już nie ucieknie. A Irlandia była wówczas niezwykle zalesionym krajem. Przekazy ludów walczących z Irlandczykami także nie wspominają nic o użyciu przez nich rydwanów w boju w średniowieczu, a można mniemać, że takie dziwo, by wspomnieli. Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym etosem. Pisałem o konkretnych rozwiązaniach militarnych, a te ograniczają się do tego, by zabić przeciwnika i samemu nie zostać zabitym. Ponadto sztuka wojenna to coś więcej niż etos. Dlatego wątpię, by w boju "ściana na ścianę" pojawiali się wariaci machający dwoma mieczami z prostej przyczyny-w zwartym szyku nie ma na to miejsca, a za złamanie szyku taki wojownik powinien liczyć najpierw na cios od własnych towarzyszy. Wynika to może z niezrozumienia etosu, ale ze zrozumienia reguł walki w szyku, która jest czymś innym niż indwyidualne popisy. W każdym razie dziękuję za link do ciekawego artykułu. Jeśli będzie Pani/Pan czytać ten komentarz, proszę o kontakt na: elear@wp.pl
Michał

Wt 21 Mar, 2006 Gość napisał:
ciekawy artykul
wikipedia http://en.wikipedia.org/wiki/Gallowglass
Co prawda nie podoba mi sie poblazliwe podejscie czy tez niedocenianie staroiralndzkich przekazow a propos sztuki wojennej czy etosu artystokracji wojskowej wczesnosredniowiecznej Irlandii czy tez raczej etosu wojownika staroilrandzkiego (pre-skandynawskiego) w tym artykule..
a ciekawych artykulow jest cale morze np -
....rydwany vel wozki bojowe w Irlandii
http://www.uwm.edu/Dept/celtic/ekeltoi/volumes/vol5/5_1/karl_5_1.html
mysle ze za duzy sceptycyzm u autora jest spowodowany tym ze chyba sam autor nie baardzo umie oderwac sie od kanonow dyscypliny ktorej uprawia, a do tego nie bardzo rozumie etos wojownika arystokracji plemiennej (czy to w Irandii, na stepach Eurazji czy rownin Indii )...
a piesni staroirlandzkie tak jak ten Rajd po bydlo w Cooley slozyly w rekonstrukcji kultur indoeuropejskich z okresu wielkiej pra-wedrowki sprzed 4 tysiecy lat etc...
zreszta polecam ten tekst z artykulu -
using the medieval texts, not as a window, but as a twisted mirror, a mirror that partially reflects customs, traditions and maybe even laws that might already have existed in a very similar way in the Iron Age, and vice versa, as well as using all other available evidence regardless of disciplinary boundaries, is not a step too far in breaking down boundaries. Rather, it allows us valuable insights into both the Iron Age and the early medieval period that we would never have arrived at if proceeding in the traditional fashion of ignoring large parts of the evidence because we would, when using them, tread on somebody else's turf. The problem of disciplinary separatism as an obstacle to a concise study of the evidence, thereby distorting our view of the past, is not limited to the specific case of Iron Age and medieval Irish chariots. As such, in any serious study of past human cultures, breaking down these disciplinary boundaries, even seemingly obvious spatio-temporal boundaries, freeing ourselves of arbitrarily imposed limits that keep us from taking all the available evidence into account, is not a step too far, but a must.

Nd 19 Mar, 2006 elear napisał:
Dzięki raz jeszcze. Krótka uwaga od historyka prawa, ordalia zostały zabronione przez IV sobór laterański w 1215 r., kiedy księżom zabroniono błogosławić przedmiotów do nich używanych;))) Nie takie sredniowiecze straszne...;)))))Michał

Sob 18 Mar, 2006 Marcin G napisał:
Co prawda autor sugerował, że artykuł jest bardziej popularny niż naukowy, ale zawartość merytoryczna godna uwagi. Dobrze, że udało mi się namówić Michała na artykuł, mam nadzieję nie ostatni :)

Sob 18 Mar, 2006 nEY napisał:
Witam

No cóż, mało mnie interesują te ,,ciemne wieki" (tak wiem ignornt jestem ale ordalia do mnie nie przemawiają jako środek dowodowy:P) ale przeczytałem pracę i naprawdę gratuluje! Bardzo dobrze opracowana, solidna biblografia, naprawdę oby tak dalej!
Zreszta to nic dziwnego - poprzednia recenzja zestawu rycerzy tez bardzo profesjonalna i ciekawa. Naprawdę brawo!

W opozycji do Hospitalera stwierdze, że szkoda tylko, że to prca o średniowieczu:P:)

Pozdrawiam
Janek

Sob 18 Mar, 2006 elear napisał:
Dzięki, cieszę się, że się spodobało. Co do galloglassów i użycia przez nich toporów czy halabard.Wydaje mi się, że XV i XVI wieku mogli ich używać jak najbardziej. W końcu w tym samym okresie używali halabard Szwajcarzy czy landsknechci na kontynenci i było to ich standardowe wyposażenie. Proszę nie zapominać, że Irlanczycy i Szkoci musieli dysponować piechotą zdolną walczyć w szyku zwartym i zatrzymać angielską ciężką jazdę. W takim szyku nie da się za bardzo manewrować wielkim mieczem, zaś najlepiej sprawdza się długa broń drzewcowa, jak halabarda. To, ze halbardy były długo używane w celtyckich krainach i stanowiły broń główną żołnierzy mogą potwierdzać następujące fakty: 1. w czasie szkockiego powstania w 1715 r. magistrat miasta Aberdeen miał wysłać do armii w Perth 300 Locharber Axe (szkockich halabard z hakiem)! 2.Z pobojowiska pod Inverlochy z 1645 r. pochodzi ładna halabarda określana jako "irish styled", na tym miejscu walczyła irlandzka brygada rojalistów. 3. W szkicach artysty z Penicuik, anonimowego rysownika doskonale przedstawiającego Szkotów w 1745 r., są dwie (na 40) postacie uzbrojone w Locharber Axe, pozostale mają już muszkiety skałkowe. 4.Proszę mi uwierzyć na słowo, ale irlandzcy i szkoccy archeolodzy odkrywają cały czas tzw. topory duńskie datowane na XV w.
Co do wielkich mieczy, to tzw. claidheamh da laimh czyli miecze dwuręczne, w opinii współczesnych broniznawców brytyjskich pojawiają się dopiero w wieku XVI, pierwotnie mają kształt typowy dla regionu , z charakterystycznymi jelcami rozwartymi na kształt litery 'v' jak jednoręczne egzemplarze widoczne na grobowcach rycerzy "z Wysp". Później (XVI/XVII w.) dodatkowo dochodzą dwie tarczki, które osłaniają dłoń.
Reasumując: uważam, że w XVI w. dalej główną bronią galloglassów była halabarda. Przedstawienie ich z wielkimi mieczami przez współczesnych rysowników to fobia po "Braveheart", gdzie Mel Gibson biegał z wielkim mieczem (notabene: był to niemiecki miecz katowski z XV/XVI w. a przynajmniej jego replika ;). Z kolei żołnierz na rysunku Durera może być to tzw. an gille mor, czyli noszący miecz lub noszący zbroję. Taka osoba nosiła zbroję wodza klanu i jego ceremonialny miecz dwuręczny w czasie marszu lub też pełniła funcję ceremonialne, np. w czasie powoływania wodza klanu lub innych uroczystości, gdzie nosiła ten miecz przed wodzem. Moze to też być an gille coise, czyli osobisty ochroniarz wodza, stojący za jego krzesłem podczas każdej uczty. To oczywiście moja interpretacja. Jeśli udałoby się Panu trafić na jakies źródła lub ryciny z innymi informacjami proszę o kontakt: elear@wp.pl. Pozdrawiam i dziękuję za poruszenie ciekawego problemu

Pi± 17 Mar, 2006 HOSPITALER napisał:
Brawo!! Moje wielkie gratulacje, za samo podjęcie się tak ciekawego tematu:) Nareszcie coś o średniowieczu... i to nei jakiś obgadany setki razy temat o Wojnie Stuletniej czy Mongołach ale tak ciekawa tematyka. Moje gratulacje!

Artykuł też cholernie ciekawy i bardzo wartościowy chocby ze względu na to ze w polskiej literaturze nie ma zbyt wiele na temat irlandzkiej wojskowości w średniowieczu.
Mam pytanie dotyczące gallowglassów. Są oni często przedstawiani z mieczami dwuręcznymi a z artykułu jasno wynika że niemal zawsze walczyli toporzyskami. Z drugiej strony trudno mi wyobrazic sobie galloglassa walczącego w XVI wieku duńskim toporem czy halabardą... miecz dwuręczny jest bardziej adekwatny... w moim odczuciu.
Jedyną poszlaką w tej sprawie może być chyba sztych A.Durera załączony zresztą do tekstu, przedstawiający Galloglassa trzymającego łuk, i wielki miecz dwuręczny. Jeśli faktycznie ich używali zgadzałoby się to z popularnością wśród Szkotów wielkich Claymorów (o ile mi wiadomo rozpowszechnionych w Szkocji dopiero w XIV wieku)
z konfraterskim pozdrowieniem
hospitaler


Dodaj komentarz